W małym grybowskim domu, wśród przedmiotów pozostawionych przez żydowską rodzinę, odnaleziono miniaturowy notesik z 1938 roku. Należał do Alfredy Friedman, żony adwokata Bronisława, która wraz z córką Anitą zginęła w Zagładzie. Dzięki staraniom lokalnego historyka Kamila Kmaka oraz Ani Mordarskiej-Gryzło, która przechowywała pamiątki, udało się odtworzyć losy tej rodziny.
Ślady przeszłości w domowych pamiątkach
W kredensie ciotki Ani zachowały się serwetki z haftowanymi inicjałami A i F, które okazały się należeć do Alfredy i Bronisława Friedmanów. W pudełku obok medalików znaleziono dwie obrączki – jedną przerwaną – oraz pierścionek z opalem. Najcenniejszym odkryciem był jednak „Mały Raptularzyk na rok 1938”, w którym Alfreda notowała codzienne wydarzenia, wagę córki, jej pierwsze ząbki, a także wizyty w krakowskich kawiarniach.
Historia rodziny Friedmanów
Bronisław Friedman, urodzony w 1900 roku w Kurzanach, był adwokatem. W 1933 roku zamieszkał w Grybowie z żoną Alfredą z domu Reichstein. Ich córka Anita przyszła na świat w 1936 roku w Krakowie. Z wpisów w „Raptularzyku” wyłania się obraz szczęśliwej rodziny, która cieszyła się życiem towarzyskim – wyjazdy do Krynicy, wizyty w kinie, spotkania w kawiarniach. Jednak sielanka skończyła się wraz z wybuchem wojny.
Tragiczny los podczas okupacji
Z relacji świadków wynika, że podczas deportacji Żydów z Grybowa do Nowego Sącza w sierpniu 1942 roku, część z nich zażyła cyjanek, aby uniknąć śmierci w obozie. Według wspomnień Barbary Młott-Mąkosy, która jako dziecko znała Friedmanów, „najpierw córki, potem matki, na końcu mężczyźni” zażyli truciznę. Bronisław Friedman został zamordowany w Auschwitz w 1940 roku, a Alfreda i Anita zginęły prawdopodobnie w 1942 roku.
Pamięć o ofiarach
Dzięki zaangażowaniu lokalnej społeczności, co roku 20 sierpnia odbywają się uroczystości przy masowej mogile Żydów grybowskich, aby upamiętnić ofiary „Aktion Reinhardt”. Odnalezione pamiątki – dzienniczek, fotografie, serwetki – stają się niemymi świadkami historii, które pozwalają przywrócić imiona i twarze tym, którzy zostali zamordowani. Jak podkreśla Kamil Kmak, „pustka i milczenie mogą być cięższe niż ołów”, dlatego tak ważne jest pielęgnowanie pamięci o tych, którzy odeszli.
Źródło: Grybów
Fot. facebook.com